Firma
„Glokalizm” zamiast fałszywej alternatywy globalizmu i lokalizmu
Ideę, która przyświeca działaniu Eurologos, a powstała w trosce o uczciwość wobec rynku, można zdefiniować kluczowym dla Grupy słowem „glokalizm”. Utworzony w latach 90-tych w Kalifornii, termin ten powstał ze skrótu dwóch wyrazów, często niewłaściwie przeciwstawianych sobie: globalizm i lokalizm.
Oczywiście nic nie może być globalne nie będąc jednocześnie lokalnym. Analogia w przypadku Grupy Eurologos i jej idei wydaje się oczywista: w wielojęzycznej firmie tylko „zglokalizowana” organizacja produkcji ma rację bytu. Dla każdego języka lub „geostylu” w ofercie dla obecnych i przyszłych klientów, jedno biuro!
Słowo „glokalizm” przyjęło się błyskawicznie: w lutym 2006 roku pojawiło się 170.000 trafień na zapytanie o wspomniany termin w Internecie, w siedmiu językach.
„Nieprawdopodobne” cuda św. Hieronima
Tak oto pewne anegdotyczne i paradoksalne względy zmuszają całą masę biur zwanych „skrzynkami pocztowymi” na całym świecie, to znaczy całe rzesze konkurentów zlokalizowanych tylko w jednym języku, albo do ograniczenia się do produkcji w języku ich własnego kraju albo też, w kwestii zapewnienia jakości, do powierzenia się świętemu Hieronimowi, patronowi tłumaczy. Konkurenci ci muszą uciekać się w imieniu swoich podwykonawców do owego świętego, prosząc o interwencję i dostarczenie idealnych tłumaczeń, które nie wymagałyby żadnej formy weryfikacji czy zatwierdzenia!
W odpowiedzi na tę przesadną hiperbolę niektórzy konkurenci odpowiadają zapewnieniem, iż przed dostawą tłumaczenia do klienta, zlecają jego weryfikację innemu podwykonawcy.
Cóż, nawet, jeśli uznamy prawdziwość stosowania takiej praktyki, ignorując fakt, iż podniosłaby ona niewyobrażalnie koszty produkcji i weryfikacji, kto miałby decydować, która z dwóch wersji ostatecznych tłumaczenia po weryfikacji trafiałaby do klienta?
Powszechnie wiadomo, iż nawet korektorzy popełniają błędy i mogą omyłkowo wprowadzić do tekstu przykłady tego, co translatolodzy nazywają „hiperpoprawnością”.
Tyle biur, ile oferowanych języków
Jedynym sposobem produkcji dobrej jakości tłumaczeń wielojęzycznych jest posiadanie wielojęzycznej sieci biur, w których zatrudnieni są tłumacze, korektorzy, specjaliści z zakresu terminologii, lokalizacji, graficy oraz kierownicy projektu - wszyscy pracujący na miejscu w firmie pod jedną nazwą. To wszystko prowadzi do specyficznego poczucia odpowiedzialności względem klienta.
Organizacja międzynarodowa Grupy Eurologos opiera się na bezkonkurencyjnej idei, zasadniczo powiązanej z samą naturą produkcji usług wielojęzycznych.
Sukces strategiczny Grupy jest niekwestionowany: na niniejszej stronie internetowej opublikowaliśmy poparcie otrzymane ze strony wielu profesorów akademickich oraz naukowców. Nasi wykładowcy są owacyjnie przyjmowani (patrz: zakładka „Konferencje”) a filozofia leżąca u podstaw naszej idei jest zrozumiała nawet dla laików w dziedzinie usług wielojęzycznych.
Hamulce „glokalizmu”; nic nie jest proste w erze globalizacji rynkowej
Walka o uznanie idei „glokalizmu” na rynku nie jest wolna od pewnych trudności. Hamulce na drodze do sukcesu filozofii marketingowej, która oparta jest na mówieniu prawdy i idei „glokalizmu” wielojęzycznego, są liczne i bardzo silne, przynajmniej liczebnie. Oto kilka z nich:
Po pierwsze - dziesiątki tysięcy biur zlokalizowanych tylko w jednym miejscu. Stanowią one olbrzymią armię zaangażowaną w ostry bój – często oparty o obskurantyzm dotyczący kultury translatologicznej – o finansowe „być albo nie być”.
Po drugie - wciąż obecna na rynku głęboka ignorancja odnośnie pisania, produkcji wielojęzycznej oraz roli jakości języka (włączając jego geostyl) w konkurencyjności produktów przeznaczonych na eksport.
Ponadto - konserwatyzm i obawy rynku wrogo nastawionego do innowacji i internacjonalizacji oraz ciągłe zastrzeżenia w stosunku do wielonarodowych organizacji.
Strategia i przekonanie o swojej pozycji na rynku (potwierdzonej przez prawie trzydzieści lat doświadczeń Eurologos) są dla naszej Grupy silne i uzasadnione.
Ideę, która przyświeca działaniu Eurologos, a powstała w trosce o uczciwość wobec rynku, można zdefiniować kluczowym dla Grupy słowem „glokalizm”. Utworzony w latach 90-tych w Kalifornii, termin ten powstał ze skrótu dwóch wyrazów, często niewłaściwie przeciwstawianych sobie: globalizm i lokalizm.
Oczywiście nic nie może być globalne nie będąc jednocześnie lokalnym. Analogia w przypadku Grupy Eurologos i jej idei wydaje się oczywista: w wielojęzycznej firmie tylko „zglokalizowana” organizacja produkcji ma rację bytu. Dla każdego języka lub „geostylu” w ofercie dla obecnych i przyszłych klientów, jedno biuro!
Słowo „glokalizm” przyjęło się błyskawicznie: w lutym 2006 roku pojawiło się 170.000 trafień na zapytanie o wspomniany termin w Internecie, w siedmiu językach.
„Nieprawdopodobne” cuda św. Hieronima
Tak oto pewne anegdotyczne i paradoksalne względy zmuszają całą masę biur zwanych „skrzynkami pocztowymi” na całym świecie, to znaczy całe rzesze konkurentów zlokalizowanych tylko w jednym języku, albo do ograniczenia się do produkcji w języku ich własnego kraju albo też, w kwestii zapewnienia jakości, do powierzenia się świętemu Hieronimowi, patronowi tłumaczy. Konkurenci ci muszą uciekać się w imieniu swoich podwykonawców do owego świętego, prosząc o interwencję i dostarczenie idealnych tłumaczeń, które nie wymagałyby żadnej formy weryfikacji czy zatwierdzenia!
W odpowiedzi na tę przesadną hiperbolę niektórzy konkurenci odpowiadają zapewnieniem, iż przed dostawą tłumaczenia do klienta, zlecają jego weryfikację innemu podwykonawcy.
Cóż, nawet, jeśli uznamy prawdziwość stosowania takiej praktyki, ignorując fakt, iż podniosłaby ona niewyobrażalnie koszty produkcji i weryfikacji, kto miałby decydować, która z dwóch wersji ostatecznych tłumaczenia po weryfikacji trafiałaby do klienta?
Powszechnie wiadomo, iż nawet korektorzy popełniają błędy i mogą omyłkowo wprowadzić do tekstu przykłady tego, co translatolodzy nazywają „hiperpoprawnością”.
Tyle biur, ile oferowanych języków
Jedynym sposobem produkcji dobrej jakości tłumaczeń wielojęzycznych jest posiadanie wielojęzycznej sieci biur, w których zatrudnieni są tłumacze, korektorzy, specjaliści z zakresu terminologii, lokalizacji, graficy oraz kierownicy projektu - wszyscy pracujący na miejscu w firmie pod jedną nazwą. To wszystko prowadzi do specyficznego poczucia odpowiedzialności względem klienta.
Organizacja międzynarodowa Grupy Eurologos opiera się na bezkonkurencyjnej idei, zasadniczo powiązanej z samą naturą produkcji usług wielojęzycznych.
Sukces strategiczny Grupy jest niekwestionowany: na niniejszej stronie internetowej opublikowaliśmy poparcie otrzymane ze strony wielu profesorów akademickich oraz naukowców. Nasi wykładowcy są owacyjnie przyjmowani (patrz: zakładka „Konferencje”) a filozofia leżąca u podstaw naszej idei jest zrozumiała nawet dla laików w dziedzinie usług wielojęzycznych.
Hamulce „glokalizmu”; nic nie jest proste w erze globalizacji rynkowej
Walka o uznanie idei „glokalizmu” na rynku nie jest wolna od pewnych trudności. Hamulce na drodze do sukcesu filozofii marketingowej, która oparta jest na mówieniu prawdy i idei „glokalizmu” wielojęzycznego, są liczne i bardzo silne, przynajmniej liczebnie. Oto kilka z nich:
Po pierwsze - dziesiątki tysięcy biur zlokalizowanych tylko w jednym miejscu. Stanowią one olbrzymią armię zaangażowaną w ostry bój – często oparty o obskurantyzm dotyczący kultury translatologicznej – o finansowe „być albo nie być”.
Po drugie - wciąż obecna na rynku głęboka ignorancja odnośnie pisania, produkcji wielojęzycznej oraz roli jakości języka (włączając jego geostyl) w konkurencyjności produktów przeznaczonych na eksport.
Ponadto - konserwatyzm i obawy rynku wrogo nastawionego do innowacji i internacjonalizacji oraz ciągłe zastrzeżenia w stosunku do wielonarodowych organizacji.
Strategia i przekonanie o swojej pozycji na rynku (potwierdzonej przez prawie trzydzieści lat doświadczeń Eurologos) są dla naszej Grupy silne i uzasadnione.